Komunikacja z rynkiem na przykładzie BOKSU I MMA w polsce – Case Study.

Boks w Polsce przypomina Janusza, który wspomina „kurrrrrła, kiedyś to było” MMA przy nim jest jak młody kapitalista, który odpowiada na potrzeby runku. Co was to obchodzi na tagu #likemedia?

Dzisiaj pogadamy o tej branży w kontekście przejścia Mateusza Borka z Polsatu do TVP.

Migracja Borka to ciekawa rzecz nie tylko dla kibiców boksu, ale dla każdego, kto interesuje się biznesem reklamą czy marketingiem. Dlaczego? Bo daje okazję porównać dwa różne modele biznesowe dość podobnych w sportach walki. MMA i BOKSU.

O polskim boksie można mówić godzinami, ale jego poziom odzwierciedla fakt, że najlepszym polskim zawodnikiem młodego pokolenia jest… Ukrainiec, który nie dawno dostał nasze obywatelstwo. Do tego chłopaka nic nie mam, ale jest sympatyczny i robi swoje, ale fakt, że w tak dużym i walecznym kraju jak Polska nie jesteśmy w stanie znaleźć jednego porównywalnego z nim zawodnika, co najmniej zastanawia.

Ciągle żyjemy wspomnieniami o Gołocie, Adamku. Dariusza Michalczewskiego albo doceniamy albo karcimy, że w najlepszym okresie kariery walczył pod niemiecką flagą. Fakty są takie, że Darek umiał się sprzedać, natomiast boks w Polsce 20 lat później nadal nie potrafi, co widzi każdy, kto jeździ po galach.

W tych smutnych realiach przejście Mateusza Borka – który okazjonalnie organizował gale na antenie Polsatu – kreuje się koniec pewnej epoki.

Marian Kmita, dyrektor Polsat Sport powiedział kiedyś. Środowisko bokserskie jest bardzo trudne, ciężko się z nim dogadać”. I coś w tym jest.

https://www.polsatsport.pl/wiadomosc/2017-06-30/kmita-polski-boks-jest-w-absolutnym-kryzysie-na-totalnym-dnie/

Polski rynek bokserski jest tak waleczny, że każdy walczy z każdym. Dosłownie. Nie tak dawno Michał Cieślak, jeden z naszych lepszych zawodników wagi Cruiser, poleciał na walkę o mistrzostwo świata w Kongo. Tuż po powrocie na łamach mediów… zaczął kłócić się promotorami o pieniądze, szacunek i wszystko.

https://weszlo.com/2020/02/07/cieslak-promotor-wywiozl-kongo-uciekl-tym-zniesmaczony/

Czy rzeczywiście było tak źle jak mówił, nie wiemy, ale fakty są takie, że to nieprofesjonalne, ale takie aferki w boksie to chleb codzienny. Wyobraźcie sobie, że czołowi polscy promotorzy boksu robią to samo tocząc.. Wojenki na twitterze, często po alkoholu, co widać po poziomie wpisów, jakie wrzucają.

Boks szczycący się tradycją, korzeniami wybitnymi postaciami jak Jerzy Kulej, stał się pośmiewiskiem, gdzie trudno sprzedać bilety nawet na mały obiekt. Tymczasem prawie każda gala MMA ma pełną salę, organizuje się walki nawet na stadionach, jest komplet kibiców i wpływy z PPV.

Potencjalny inwestor, który chciałby włożyć pieniądze w boks widząc takie sytuacje i nie profesjonalizm samych promotorów, dwa razy się zastanowi zanim zainwestuje tu większe pieniądze. W dużym biznesie, rzeczy za kulisami powinny zostać za kulisami, tymczasem tutaj mamy notoryczne wywlekanie brudów, co kilka tygodni. Nie ma monolitu, jest podział większy niż na ulicy Wiejskiej. Dwóch najważniejszych ludzi w Polskim boksie potrafi razem w zgodzie pojechać na jedną galę gdzie walczy ich wspólny zawodnik, by kolejnego dnia rzucać na siebie epitety w mediach.

Obserwując sytuację na rynku decyzja Polsatu o rezygnacji z Borka i boksu ogólnie na antenie była planowana od dawna, nie tyle przez samego Borka, ale po pierwsze przez stację Solorza. Mateusz Borek całkiem słusznie czuje się źle, bo o wypowiedzeniu umowy dowiedział się z listu i to po 20 latach pracy.

Fakty jednak są takie, że Polsat od lat pozbywa się bokserskich wpływów, organizował mniej gal boksu na swojej antenie, a ilość ekspertów, których zapraszał do studia systematycznie się zmniejszała. Boks się po prostu nie opłacał. Kontrolna redukcja zakończyła się razem ze zwolnieniem Borka, który poza komentowaniem meczów zajmował się właśnie z organizacją gal dla Polsatu.

Taki transfer doprowadza do bardzo ciekawej sytuacji z punktu biznesowego.

Oto dzisiaj, umowy ze wszystkimi liczącymi się grupami bokserskimi w Polsce ma publiczne TVP, natomiast Polsat tworzy gale MMA z potęgami KSW, FEN do tego organizuje gale celebrytów FFF oraz reality show z zawodnikami mma, czyli „Only one”

Przypadek? Nie sądzę.

Telewizja publiczna dostająca miliardowe wsparcie ze skarbu państwa wspiera gale boksu, które są nierentowne, natomiast Polsat stawia na wydarzenia, które na siebie zarabiają. Kto na tym zyska? Oby po pierwsze kibic.

Marian Kmita – szef sportu w Polsacie – mówiąc, że ze środowiskiem boksu ciężko się z nim dogadać miał na myśli szerszy problem.

Tak naprawdę, sytuacja boksu to nie wina takich czy nie innych promotorów, tylko głównie środowiska zawodników. To oni są produktem, ale nadal tego nie rozumieją.

Gdy zawodnicy MMA od lat tworzą więzi z kibicami w social mediach, są do dyspozycji fanów cały czas, uczestniczą w otwartych wywiadach, gdzie każdy kibic może zadzwonić i porozmawiać pięściarzem, tak bokserzy są zamknięci w swoim pudełku. Wychodzą z założenia, że promować się trzeba dopiero, gdy jest gala albo wtedy, gdy trzeba poskarżyć się w mediach na złego promotora, że obiera smak życia.

Borek, jako dziennikarz i okazjonalny organizator gal rozumie wagę komunikacji. Nie wszystko podoba mi się w polityce gal, które organizuje, ale w przeciwieństwie do pozostałych graczy na rynku oferuje transparentność i tego też wymaga od zawodników.

Jego pierwszą decyzją „przypadkowo” następującą razem z transferem do TVP było wysłanie dwóch swoich zawodników do Hejt Parku, gdzie każdy kibic mógł zadzwonić.

Czemu to ważne? Bo buduje relacje, a bokserzy tego od lat w Polsce nie robią.

W polskim MMA każda licząca się postać od buduje swoje public relations. Programy typu Trybuna Ludu, gdzie prowadzący nie komentuje, tylko czyta pytania fanów to standard, podobnie jak otwarte panele, dyskusje z fanami na serwisach czy seminariach na żywo.

W boksie takie rzeczy wcześniej po prostu nie miały miejsca, a pięściarz znany z telewizji wychodził do kibica dopiero przed walką z ręką wyciągniętą po pieniądze.

Jako amator dziennikarz, ale po pierwsze fan boksu od lat obserwuję ten marazm.

Ani Diablo, ani Głowacki, ani Cieślak, ani nikt inny od lat z polskich zawodników latami nie stawiali na zwykłą prostą komunikację z kibicem.

Wisienką na torcie zwany public relations w boksie jest pani Ewa Brodnicka, jedna z naszych pięściarek. Kilka tygodni temu została zaproszona na rozmowę do programu sportowego. Gdy jednak dowiedziała się, co to za program i że ludzie będą mogli dzwonić, by z nią porozmawiać na żywo zrezygnowana, bo jak powiedziała dla Super Ekspersu, nie tego się spodziewała. Czego zatem? Ustalonej z góry listy pytań. Tak właśnie do dzisiaj wyglądał cały polski boks, nie tylko pani Ewa.

Dopóki to się nie zmieni typowy kibic mający do wyboru różne sporty walki w telewizji prawdopodobnie wybierze ten, o którym słyszał więcej, a gdy zawodnicy boksu nie są wizytówką swojego zanika on na tle tych, którzy są bardziej widoczni.

Komunikacja z rynkiem nie tylko informuje, ale po pierwsze wychowuje klienta i jest koniecznym elementem w budowaniu wizerunku i relacji z klientem, który płaci.

Czy wyobrażacie sobie sytuację, że rzecznik firmy ucieka od pytań, nie komunikuje się z klientami, nie odpowiada na pytania, nie jest otwarty? Albo, że dzwonicie do firmy, w momencie zakupu coś wam odpowiada, ale gdy już zapłacicie ma was gdzieś?

Taki rzecznik w dowolnej firmie, która chce zarabiać zostałby spierniczony ze stanowiska w trybie natychmiastowym. W boksie natomiast rzecznikami są sami pięściarze i dzisiaj muszą rozumieć, że budowanie wizerunku i reklamy to sprawa tak samo ważna jak sparingi przed walką.

W czasach Internetu, AMA, transparentności to twarze i marki osobiste sprzedają, a kibice oczekują relacji ze swoimi idolami. Komunikacja z klientem to właśnie odpowiadanie na pytania rynku. Czasem trudne, czasem łatwe, ale unikając trudnych pytań, unikniemy tez takich od osób, które nas lubią. Klient olany, nie będzie zabiegał o uwagę, bo to o niego trzeba się starać, on ma 10 innych firm na nasze miejsce.

Mateusz Borek idąc do TVP może wnieść tam trochę powiewu i świeżości, zwłaszcza, że formuły programów, które prowadzi na YouTube opierają się właśnie na komunikacji z fanami. Być może nauczy kilku zawodników, że w czasach social media to od nich zależy to, czy ktoś kupi bilet na ich galę, a nie od organizatora, nie ważne czy jest nim Polsat czy TVP.

Niezależnie od tego czy zawodnicy Borka będą odnosić duże sukcesy czy nie, to jego obecność na pewno korzystnie wpłynie, jeśli nie na sam boks, to chociaż na jego komunikację z grupą docelową.

W tak beznadziejnej sytuacji jakiej jest boks, to i tak duży krok w dobrą stronę.

Dzięki i do zobaczenia!