KSW PRZYPOMINA O SOBIE.

Za nami Oktagon Live Mateusza Borka.
Pierwszy, w którym cieszyłem się najbardziej z tego, że się skończył.
Dlaczego?Oglądając ten odcinek wydawało się, że jesteśmy na stypie, a gwiazda wieczoru zamiast w mahoniowym pudełku siedzi z nami przy stole. Mamed był napięty jak plandeka na żuku i wypadł fatalnie.

Było w nim za dużo było irytacji, złości, przerywał wszystkim, robił pełno wycieczek osobistych do każdego, kto nie był zadowolony z jego ostatnich wyników sportowych. Czyli braku wygranej od… 3 lat.
Zabrakło umiaru i odrobiny dystansu do samego siebie.

Nawet na koniec, gdy został poproszony o przeczytanie fragmentu swojej książki zaparł się, że tego nie zrobi. Sytuację ratował Kawulski, który przeczytał fragment książki Mameda za niego, ale wyglądało to po prostu źle.

Cały program tutaj.


Mam z tym problem, bo człowiek, którego kojarzyliśmy z zaskakującego stylu w ringu, tym razem znowu zaskoczył. Niestety, nie umiejętnościami w ringu tylko m.in atakiem personalnym na człowieka, który reprezentował Askhama w rozmowie czyli Przemka Kosińskiego.

Zdaniem teamu Askama Mamed na walkę z nim zwyczajnie nie zasługuj, dopóki nie wygra jakiejkolwiek walki. Team Askhama nie ma problemu z kolejnym starciem Anglika z Mamedem, po trzech przegranych powinien udowodnić swoją formę w oktagonie..

Mamedowi to się nie podobało i w stosunku do kulturalnego rozmówcy zaczął być po prostu chamski.

Szkoda było patrzeć na napiętego Khalidova, który pyskówkami próbował udowodnić swój poziom, niestety jednoznaczną opinią kibiców sądząc po komentarzach pod filmem przegrał i tę walkę.

Kilka lat temu, gdy Khalidov w wyniku różnych wariacji zaczął być wygwizdywany po walkach czułem niesmak, bo uważałem, że nie zasługuje na gwizdy, dzisiaj jednak jego postawą byłem po prostu rozczarowany.

Dziwny to był odcinek Octagonu Borka jeszcze z jednego powodu. Ktoś nieznający się na sportach walki oglądając te show miałby wrażenie, że wpadł do wanny z wazeliną.

W ostatnim czasie główne dzienniki wiadomości wyznaczyły wysokie standardy budowania propagandy i program Borka starał się chyba iść tym samym torem dzisiaj wieczorem, kreując KSW i Mameda na jakiś mesiaszy. Nie dogonił liderów z telewizji publicznej, ale gonił ich zaciekle do ostatniej minuty.

To akurat rozumiem, bo kampania marketingowa ruszyła, a KSW na antenie zaprzyjaźnionego Matiego musi stymulować widzów

Tyle, że czułem się stymulowany aż za bardzo. Na dodatek w dziwnych częściach ciała, ale pomysły majowych eventów i formuła tego, co planuje KSW akurat mi pasuje.



Bo KSW zapowiedziało powrót w maju, z powiewem świeżości.Niezłe gale studyjne, może nawet coś więcej. Oczywiście w założeniu, że czynniki epidemiologiczne na to pozwolą, ale załóżmy na potrzeby tekstu, że tak.

Otóż Maciej Kawulski zapowiedział np. weekend z mma. Dwa dni, dwie mini gale jedna po drugiej w formie turnieju z fajną rozpiską zawodników. Ekstra!Kawulski ten pomysł argumentował tym, że polski kibic nie nadarza za wszystkim zmianami w mma i takie turnieje w danej dywizji bardzo dobrze pokazują fanom, kto jest na jakim miejscu.

Mogą być świetnym początkiem do tworzenia drabinek do pasa w przyszłości.Esencja tego programu ze strony KSW jest jedna. Czekają na nas głównie duże medialne walki i pojawienie się Mameda w tym programie nie było z tego powodu przypadkowe.Wiele razy pisałem, że twórcy sztuk walk promocję powinni opierać nie tylko na umiejętnościach sportowych, ale na emocjach.

I tak się stało, bo pierwszy raz w historii mam ochotę, aby Mamed kolejną walkę przegrał, niezależnie od tego czy zawalczy z Askhamem, Narkunem czy dziećmi z Bulerbyn.

Bo tak jak wczoraj zawodnik uważający się za legendę zachowywać się nie powinien.

Pozdro i zdrowia