Zakładamy stoisko z galerii – Jak to zrobić, by nie wpaść w długi

Wielu z nas chodząc po galeriach handlowych zastanawia się jak wielkie pieniądze zostawiają tam kupujący. W myślach rozważają własny biznes tego typu, a niektórzy z nich nawet się na to decydują. Z powodu korony na jakiś czas ruch ruch w galeriach zaniknie, jednak prędzej czy później do nich wrócimy.

W sumie co to za problem zatrudnić jakąś studentkę na czarno, wynająć lokal i zacząć zgarniać duże pieniądze, prawda?

No właśnie, całkiem spory.

Dzisiaj porozmawiamy o jak, wygląda rozpoczynanie takiego biznesu, podpisywanie umowy i z czym to się wiąże. Mam nadzieję, że po tej lekturze Ci bardziej zdeterminowani do tego typu biznesu zyskają kilka ciekawych wiadomości, a cała reszta nie zanudzi się zbyt mocno, bo starałem się to opisać możliwie ciekawie dla wszystkich.

Zaczynany. Praca na etacie nas wykańcza, decydujemy się założyć własny biznes. Mamy kilkanaście/ kilkadziesiąt tysięcy na start. Jesteśmy zdecydowani do zarabiania dobrej kasy, za rok chcemy auto z salonu, za dwa dom z basenem, za trzy przejmujemy daną branżę i prowadzimy szkolenia z zarabiania. Proste prawda? Najdalsza podróż zaczyna się jednak od pierwszego kroku więc zaczynamy od malutkiego stoiska w pobliskiej galerii.

1. Oczywiście szukamy lokalu.

Wchodzimy na dowolny portal z ogłoszeniami widzimy masę lokali do wynajęcia. Mniejsze, większe, w centrum, na obrzeżach, mnogość wyboru przytłacza.My jednak chcemy mieć miejsce w galerii i okazuje się, że (prawie) nie ma takich ogłoszeń.

Wiecie dlaczego? Ponieważ ilość chętnych na stoiska w galeriach mocno przewyższa ilość dostępnych lokali w takich miejsach. Dla nas to oznacza to, że szukając stoiska w takim miejscu sami musimy odezwać się do galerii, która nas interesuje.

2. Piszemy więc maila do kilku galerii, które nas interesują

Tylko jedna odpowiedziała, ale to standard, jeżeli upieracie się przy konkretnej galerii to musimy ich męczyć do oporu. To może trwać miesiącami, będziemy wielokrotnie zbywani, trzeba być na to gotowym.

3. Udało się, nawiązaliśmy kontakt i rozmawiamy z galerią

Pytają nas o markę, rodzaj działalności, liczbę pracowników czy potrzebujemy dostępu do wody, prądu itd. W końcu pada od nich cena najmu. Dochodzi do nas, że negocjacje polegają na tym, że nie ma negocjacji, a cennik wynajmu jest ustalany indywidualnie.

Serio

Szukaliśmy na Podkarpaciu miejsca dla zaprzyjaźnionej firmy zajmującej się opieką nad dziećmi gdy rodzice robią zakupy. W zależności od galerii za 10-15 metrów kwadratowych musieliśmy zapłacić 600-1200zł netto. Kiedy natomiast szukaliśmy mniejszego metrażu dla stoiska z kolczykami ceny zaczynały się od 3400 netto, w tych samych galeriach. To powszechne zjawisko, cenę uzależniają od oferowanego przez was towaru..

4. Ok. decydujemy się się na spotkanie wstępne

Sympatyczna pani oprowadza nas po galerii, mówi w samych superlatywach o prestiżu tego miejsca. Pokazuje statystyki odwiedzin tego centrum handlowego – są imponujące! Super! Już w głowie liczymy wielkie zyski, zastanawiamy się czy Porshee czy Maybacha.

Nie wiemy jednak, że statystyki, które widzieliśmy to zwykła ściema(nie zawsze, ale jednak), a o autentycznej liczbie klientów dowiemy się dopiero na własnej skórze. Jeżeli galeria twierdzi, że wciągu dnia odwiedza ją 20 tysięcy ludzi możecie być pewni, że realnie jest ich najwyżej połowa. Często zależy to od dnia w którym galeria prowadzi badania, pory roku.

Czasem statystyki wyglądają super, a tu okazuje się, że były zbierane przed świętami. Dlatego najlepiej znać galerię, o którą nam chodzi porozmawiać z osobami, które tam pracują. Wystarczy być miłym a powiedzą wam jak idzie, ilu ludzi przychodzi. A jeśli nie macie tyle charyzmy by to zrobić to sami odwiedzajcie galerie i sprawdzajcie jaki jest ruch. Ważną wskazówką będzie ilość klientów w miejscach, które reprezentują branżę z jaką chcecie ruszyć.

Wracamy do historyjki!

Sympatyczna pani pokazuje nam lokal, ale o dziwo nie jest w miejscu, o którym rozmawialiśmy tylko na ostatnim piętrze z tyłu galerii.

Galerie w pierwszej kolejności chcą wynająć lokale o gorszej lokalizacji, a te lepsze (o ile są jeszcze wolne) zostawić dla bardziej strategicznych klientów. Nas nie traktują jako równorzędnych partnerów, dlatego w przypadku odmowy zgody na stoisko, które nam wskazują, negocjacje zostają zerwane.

Ale ok, załóżmy, że wierzymy w swój biznes, chcemy mieć stoisko i oferta galerii nam odpowiada

6. Podpisujemy umowę i wchodzimy w to!

Dochodzimy do ostatniego momentu. Na takie spotkanie zostajemy zaproszeni do jednego z lokali w galerii. Zwykle restauracja o niezłym standardzie. Jest ciepło miło, przyjemniej, zaczynamy się tam czuć jak u siebie. Miła pani na nas zabawia, często bazując na podstawowych instynktach, przypadkowo ma odpięty guzik od bluzki pokazując ciut za dużo.

Po co? Bo kto by w takich warunkach czytał umowę.

Załóżmy jednak, że my czytamy co podpisujemy podpisujemy. Lepsze galerie wysyłają taką umowę na maila, do sprawdzenia, wtedy macie więcej czasu.

Nagle w gąszczu literek na trzeciej stronie widzimy informacje, że oprócz czynszu mamy płacić galerii 5% od obrotu, a umowa jest minimum na rok. To bardzo częsty zabieg, stosowany przez galerie, o którym dowiadujemy się dopiero przy zawieraniu umowy.

Galerie bazują na tym, że wielu klientów po ustaleniu czynszu, ale przed podpisaniem umowy kupuje towar, akcesoria, po prostu wydaje pieniądze na biznes.

Gdy dowiadujemy się o tym, że oprócz wysokiego czynszu czeka nas haracz od obrotów, co mamy robić, skoro dziesiątki tysięcy złotych poszło już na towar?

Zaciskamy zęby licząc, że jakoś to będzie. Wtedy druga bomba.

Kary za spóźnienie z opłatą za najem. W naszym przypadku to prawie tysiąc złotych dziennie, co jednak mamy robić?

Podpisujemy umowę.

7. Udało nam się, mamy stoisko w galerii!

Od teraz spacery po niej wyglądają inaczej.

Nadal korzystamy z promocji i rabatów, szukamy najlepszych cen, ale widząc niektóre stoiska, które pomimo obniżek i akcji promocyjnych nadal są puste patrzymy nie inaczej, bo teraz jedziemy z nimi na tym samym wózku…

Artykuł powstał na potrzebę osób, które myślą o takim stoisku. Co więcej często nie są świadomi ryzyka jakie się z tym wiąże i jako młodzi przedsiębiorcy bardzo często nie analizują umów podpisywanych.

SŁOWO KOŃCOWE

|| To nie galerie są złe stawiając ||
||| takie, a nie inne warunki|||


Krzywdę robią sobie sami ludzie, którzy nieczytaną co podpisują. Znam wielu przedsiębiorców, którzy z powodzeniem prowadzą stoiska czy sklepy w galeriach i są zadowoleni ze współpracy z tymi placówkami, ale są i tacy, którzy na własne życzenie, przez niedoszacowanie i brak rozwagi zakładają biznes nie mając o tym pojęcia.

Jeżeli zastanawiasz się nad swoim przypadkiem więcej na temat kalkulowania ryzyka, układania biznesu i jego reklamy dowiesz się z mojej książki, Prawda Reklamy. Opisuję tam dokładnie jak prowadzić i promować swój biznes w taki sposób, by nie spotkać się z komornikiem.

Tyle na dzisiaj i powodzenia!
yezowsky[]gmail.com – współpraca felietony/pr/reklama/grafika

AKTUALIZACJA

Po publikacji tego tekstu w 2018 na innym serwisie pojawiło się kilka uwag, które warto dodać. Dziękuję ich autorom 🙂

exekutor (44)2 lata temu

Nie wiem gdzie robiliście research ale w moim rodzinnym Grudziądzu w galerii Alfa jest jeszcze trzecia bomba w umowie w postaci 13 czynszu w roku na działalność kulturalno-rozrywkową galerii. Czyli przyjeżdża sobie Norbii – pogada dwie godzinki na scenie na parterze tam gdzie prestiżowe marki i gruby pieniądz leża na deptaku. A ty kwitnąc w swoim mikro butiku na ostatnim piętrze gdzie wieje Ci z nieszczelnej kanalizy WC i przygasa światło jak Norbii zaczyna śpiewać – zastanawiasz się na co do cholery wydajesz swoje ciężko zarobione pieniądze. Reasumując – biznes w galeriach to raczej ciężki kawałek chleba i zwijają się sieciówki które nie mogą znieść narzuconych warunków a co dopiero Kowalski ze swoimi uciułanymi kilkunastoma tysiącami. Ja bym podchodził bardzo ostrożnie do tego typu biznesu – obojętnie jakiej branży ale prowadzonej w galerii. Osobiście mam kumpla który prowadził tu spory salon komputerowy i po dwóch latach z podkulonym ogonem przeniósł się do kamienicy 200m od galerii na którą dzisiaj nie może patrzeć.

marcell32 (27)2 lata temu

Zajmuję się projektowaniem takich stoisk „wysp” w galeriach handlowych i muszę potwierdzić, że to bardzo śliska sprawa z tymi umowami. Z jednej strony koniecznie trzeba czytać ze zrozumieniem każdy paragraf umowy (proponuję skonsultować się z prawnikiem lepiej wydać na jego opinie niż na dopłaty przez cały okres umowy – „bo nie wiedziałem”) druga strona medalu to obwarowania techniczne stoisk czasem tak skonstruowane że spełnić je jest szalenie ciężko lub najzwyczajniej w świecie stoisko takie wychodzi bardzo drogo co może być elementem zaporowym przed „nie chcianymi” klientami. Takie typowe niby możesz ale jednak nie możesz 🙂 Częstym przypadkiem w umowach jest fundusz reklamowy, na który trzeba się składać poza czynszem. Jednym słowem podsumowania uważać co się podpisuje, o wszystko dopytywać, najlepiej skonsultować się z kimś kto już ma takie stoisko w tej galerii jak to wygląda u niego.

jaworowicz (30)2 lata temu

świetne uzupełnienie tytułu.

Pracowałem na galerii dla jednej z siei komórkowych i tam mieliśmy niecałe 4% od obrotu… problem w tym, że do każdego telefonu ratalnego wystawiana była faktura, a więc i trzeba było zrobić paragon – punkt tych pieniędzy nigdy na oczy nie widzi i co miesiąc panie w Galerii mimo wyszczególnienia, że tyle i tyle to są faktury i paragony za telefony systemu ratalnego magicznie „zapominała” o tym – fakturę zapłacić trzeba było, potem oni zwracali, ale zanim zwrócili to zdarzyli wystawić na kolejny miesiąc – i tak w kółko.

Kary za spóźnienia otwarcia też są zabawne np. za punkt zamknięty podczas drugiego obchodu (zwykle ok 9:30) 50€… raz dostałem, jednak byłem punktualnie i nie moja wina, że padła roleta – oczywiście serwis rolety jest po naszej stronie chodź to oni odpowiadają za jej stan, a karę trzeba było zapłacić bo nie zgłosiliśmy usterki wcześniej 🙂 – ciekawe jak można przewidzieć, że w nowej rolecie po kilku dniach pęknie linka od mechanizmu


Do zobaczenia!

aditor (56)2 lata temu

Galerie swoim strategicznym klientom tzn np sieci jak H&M proponują zupełnie inne warunki bo są wabikami, standardowa cena m^2 w galerii jest na tyle duża że wielki sklep z odzieżą miał by ogromny problem z wypłacaniem się.