Ostatni rok w polskim boksie

Ostatni rok w polskim boksie był jak ostry stosunek z brzydką dziewczyną. Nawet jeśli fajnie się skakało to wstyd kolegom się przyznać. Nie zrozumieją.

Najbardziej niezapomnianym momentem tego roku była gala w Arabii. Ogromne pieniądze, gwiazdy celebryci i Babcia Malina opinająca pierś Mariusza Wacha. Coś niesamowitego.



Historyczny moment porównywalny jedynie Michaellem Bufferem na gali Najmana. Słowa po prostu tego nie opiszą.

Reszta była już… mniej zaskakująca

Szpilka walczył jak nigdy, przegrywał jak zawsze. Diablo uparcie szuka formy od ostatniej dobrej walki czyli od jakiś 5 lat. Zaskoczył Głowacki. Powalony łokciem odpoczywa i do dziś nie wiemy jak to wpłynęło na jego zdrowie. Dobry rok zaliczył Cieślak i może w styczniu zawalczy w Afryce. Może, ponieważ nadal nie wiadomo na 100%. Promotor wspominał, że nie wiedzą czym dolecą, gdzie będą spać, co będą jeść. Oby tylko Cieślak wiedział jak się bić, bo jeśli dojdzie do walki to łatwo nie będzie.

Wracając do królewskiej Izu Ugonoh zawalczył z Różańskim. Byłem na tej gali. Izu spięty dużo bardziej niż Joshua przed Ruizem, a sama walka potwierdziła jego stan umysłu zakończyła jego karierę.

Nie oglądam stand-upów bo waga ciężka w Polsce to kabaret.

Dwóch najlepszych zawodników w HW to 40-letni emeryt Waszka i 30letni facet z nadwagą czekający na titleshota. Bardzo Adama lubię, ale ściemniać nie będę.

Taboret stawiany w narożniku ma lepszą pracę nóg niż Adam, ale dopóki wygrywa nikt tego nie powie głośno. Udajemy, że jest ok.

Najlepsi polscy dziennikarze unikają tematu wagi Adama jak ognia, więc my też tak zrobimy. Mamy swojego Ruiza, oby nie skończył jak Ruiz. Temat wagi poruszą go polscy kibice po pierwszej przegranej za rok czy dwa. Wtedy gloryfikacja Kownackiego się skończy, bo polski kibic nie wybacza, nie chodzi na gale, nie dokłada się do boksu, ale jednocześnie wymaga.

I to wymaga dużo

Gdy Waszka dostał worek złota za walkę w Arabii śmiechów i krytyki było co nie miara. Szpilka za Chisorę zgarnął dwie bańki. Przed walką nie kozaczył, nie napinał się, a po przegranej znowu został memem.

Natomiast gdy Adamek sprzedawał swoje nazwisko z Millerem problemu Polacy nie mieli, bo Góral przecież zrobił swoje i na starość miał prawo dorobić.

Po co innego jak nie po wypłatę jeździli wszyscy „prawdziwi pięściarze” z Polski w ostatnich latach? Co Sulęcki robił u Andrade jak nie hajs? Ale to prawdziwy pięściarz nie pajac, więc może.

Wielki ból dupy jest wtedy, gdy Szpilka ma kolejną dużą kasę, ale gdy prawie każdy kolejny polski zawodnik jest ośmieszany przez kogoś z czołówki swojej kategorii wagowej wtedy kpin nie ma.

Rzadko który polski dziennikarz mówi jak jest z polskim boksem. I co się dziwić, przecież potem wyląduje z tymi zawodnikami kiedyś w studiu i będzie przypał.

Dlatego w boksie mamy tak słodko pierdzące wywiady o niczym,
które nikogo nie urażą ale tez nikogo nie obchodzą.

Pan Kostyra kiedyś wybitny dziennikarz dzisiaj ma programy na poziomie pudelka. Pindera wyśmiewa kontakty zagraniczne Garncarczyka w ostatnim Etoto, który siedzi w Stanach i z promotorami zna się najlepiej. Ten ostatni natomiast na temat Gołoty nie chce gadać przez zaszłości z przeszłości. Sprzedaje koszulki i tworzy swoją ekipę, a w polskich studiach pojawiać się nie zamierza.

Nasze bagienko ma się dobrze.

A na samej górze zakalca z polskich rodzynek starcie niczym z Marvela.

Borek kontra Wasilewski, dobro vs zło.

Ten pierwszy przez wielu jest uważany w Internecie za najlepszego polskiego promotora(organizatora)… robiąc gale z Jonakiem czy Zimnochem. Nieważne, że sam nie tworzy zawodników, ale jest medialny, wygadany i pokazuje się w Etoto z rudą łanią.

Trudno szukać plusów w polskim boksie.

Jednym na pewno był fakt, że Wasilewski ruszył latem z programem poszukiwania zawodników. Mógł się zgłosić każdy poniżej 26 roku życia, który ma dwie ręce i nie ma grupy inwalidzkiej.

Ruch Wasilewskiego to sygnał alarmowy.

Skoro główny promotor w kraju szuka ludzi do 26 roku życia to znaczy że młodych obiecujących nie ma.

Na świecie też czasem bardzo późno startują, nawet 30-letni debiutant to nie tragedia.

Przy okazji pamiętnej gali w Arabii debiut zawodowy w wadze ciężkiej miał… 33-letni zawodnik, więc może jest to jakiś pomysł również na nasze podwórko. Tamten miał na rozkładzie w amatorce Joshuę, ale młody już nie jest i boks zawodowy to inna szkoła jazdy.

A że u nas jest tragicznie i trzeba kimś gale wypełniać potwierdzają rozmowy o… powrocie Rekowskiego. Serio, następca Gołoty jeśli chodzi o dykcję chce wrócić na ring i jest temu blisko.

Fajną polską inicjatywą tego roku był też turniej w wadze ciężkiej Rocky Boxing Promotion, w której najlepszy dostanie 100 patyków i kontrakt zawodowy.

Dziś nie ma tam talentów tylko świecący na zielono żółwie ninja od tabletek i z kondycją na dwie rundy. Jednak twórca projektu zapowiada kolejne edycje i to mi się podoba.

Kiedyś może wyłowić jakiegoś prospekta.

Doszliśmy do takich czasów, że każdy event, który do boksu przyciąga kibiców jest bardzo ważny, nawet jeśli ze sportem ma coraz mniej wspólnego.

Czysty boks to za mało by zdobyć uwagę kibica.

Money pajacował, brał udział w walkach pokazowych, był chamem i gburem. Muhammad Ali walczył w japońskich galach rodem z anime i delikatnie mówiąc agitował politycznie. Fury człowiek orkiestra, gdy nie karmi afrykańskich dzieci piersią zarabia jako pajac gdzie tylko mu zapłacą.

Nawet Haye, niezły pięściarz promował boks w Anglii waląc w głowę Chisorę butelką przy konferencji Kliczki. Wszystkie media o tym pisały ściągając ludzi do boksu.

Zadymy robi się wszędzie… ale nie w Polsce.

Od czasów bójki Zimnoch vs Szpilka takiej patologii nie było.

Pielęgnujemy polski czysty fajny technicznie boks, który w wadze ciężkiej przegrywa ze zwykłą siłą budowlańca z Ameryki. Nasi zawodnicy nie umieją nokautować, ale technikę mają niezłą.

Tylko co z tego, bo to jakby pryszczaty prawiczek chwalił się znajomością pozycji kamasutry, ale sam nigdy nie zamoczył.

Cytując Bolca naszym chłopakom brakuje luzu. Naszym kibicom zwłaszcza.

Eddy Hearn – światowy potentat na rynku boksu nie ma problemu by robić gale z youtuberami, tymczasem my kibice staramy się bronić czystości boksu za wszelką cenę jak moherowy beret księdza, który lubi dzieci. To naszą mentalność trzeba zmienić i wprowadzić trochę polotu i finezji.

Pokazowe walki ze znanymi osobami(DJ Dreck z ostatniego FFF?) to konieczny krok. Reality show z bokserami też czy jakiś nowy bokserski pajac w stylu Kosteckiego. To są elementy, których polski boks potrzebuje od zaraz i je można zrobić niewielkim kosztem.

Nie podniosą poziomu boksu, ale przyniosą pieniądze i zainteresowanie kibiców czy prasy. Możemy Eddiego Hearna nie lubić ale zna się na robieniu gal i u niego topowi zawodnicy sami proszą o występ na gali z Youtuberami. Bo to przynosi sławę i buduje zasięgi.

Polacy w głębi serca lubią oglądać kontrowersje ale ci uważający się za prawdziwych kibiców z kijem w tylnej cześci ciała głośno o tym nie powiedzią.

Cichaczem jednak kupią ppv na FameMMA, bileciki na KSW, obejrzą gdy żona nie patrzy patostreamy, bo te nie wzięły się z nikąd.

Oglądając patologię nawet będąc na dnie życia czują się lepsi. Ludzie oczekują igrzysk, emocji czyli „dymów” mową internetową.

Emocji potrzeba zwłaszcza teraz, gdy nasz boks jest przeciętny, niszowy i nudny dla kogoś kto nim nie żyje.

Dlatego na Nowy Rok życzę sobie i wam więcej pajaców w polskim boksie. Aby na jakiejś gali Wasilewski czy Borek zrobił bokserską walkę influenserów jak Hearn.

Ja wiem, serce prawdziwego kibica, fana technicznego boksu będzie krwawić, ale wypijecie kielona, Halina nałoży bigosu i jakoś przeżyjecie.

Waszym kosztem boks zdobędzie jednak nowe zasięgi i pieniądze, konieczne w epoce gwiazd Interentowych.

Niech dadzą sobie po mordzie na ważeniu, powyzywają, występują w bokserskich reality show. Niech świat zapłonie, w dzisiejszych czasach pełnych kontrowersji tylko to przyciągnie nowych kibiców.

Bo Wy, prawdziwi kibice i tak będziecie boks oglądać.

W przeciwieństwie do Janusza, który wracając z pracy musi się przez moment poczuć lepszy niż błazen w małym pudełku ze szklanym ekranem. Może wtedy na polskie gale będzie chodzić ktoś więcej niż rodzina pięściarzy i znajomi, którzy dostali bilety za darmo.

Pozdro i do zobaczenia za rok.